Google Reader
Od dłuższego czasu używam Google Readera jako czytnika kanałów Atom i RSS. Wcześniej korzystałem przede wszystkim z Akregatora — program ten jest całkiem wygodny i nie sposób coś mu zarzucić, jednak problemy pojawiają się, gdy chcę przejrzeć kanały na innym komputerze. Z tego powodu zainteresowałem się Google Readerem, który spodobał mi się na tyle, że korzystam z niego na co dzień.
Jakie ma zalety?
- przejrzysty i intuicyjny interfejs
- obsługa skrótów klawiaturowych
- wystarczy mieć dostęp do Internetu i praktycznie dowolny komputer, by móc przeglądać swoje kanały
- możliwość dodawania wpisów do listy ulubionych oraz tagowania
- wyszukiwarka wpisów
- automatyczne oznaczanie wpisów jako przeczytanych przy przewijaniu (ja z tego nie korzystam, ale może ktoś lubi takie rozwiązania)
- import i eksport danych w formacie OPML (też z tego nie korzystam)
- możliwość dzielenia się pojedynczymi wpisami lub całymi kategoriami (np. ja udostępniam geekowate kanały)
- statystyki, np. najczęściej i najrzadziej aktualizowane kanały
- kanały są monitorowane bez przerwy — w klientach on-line kanał sprawdzany jest tylko wtedy, gdy mamy włączony komputer, tym samym możemy „zgubić” część wpisów, np. gdy nie włączaliśmy komputera przez tydzień, kanał zawiera dziesięć ostatnich wpisów, a w serwisie było ich przez ten czas piętnaście
- zauważyłem też, że najbardziej popularne kanały (np. wiadomości z Gazeta.pl) mają jakby globalne archiwum — dodajemy sobie taki kanał do czytnika, a tu oprócz dziesięciu najnowszych wpisów mamy setki archiwalnych (ciekawostka raczej, bo po co to komu?)
- dostępna jest wersja dla urządzeń mobilnych
Wadą Google Readera jest brak powiadamiania o pojawieniu się nowego wpisu, dlatego też wciąż korzystam z Akregatora, który błyskawicznie informuje mnie o zmianach na najważniejszych stronach (np. na stronie mojej grupy akademickiej, gdzie często pojawiają się istotne informacje).
Ponadto wydaje mi się, że nie da się Google Readera zmusić do odświeżenia kanałów — trzeba czasem zaczekać kilkanaście minut, czasem chyba i kilka godzin, by zawartość feedów się zaktualizowała. Jednak trudno to uznać za wadę w przypadku zwykłych stron z newsami czy blogów, gdzie zagląda się raz w ciągu dnia i nie ma potrzeby wiedzieć o nowych artykułach w ciągu pięciu minut od ich pojawienia się.
Podsumowując: polecam Google Readera jako podstawowy czytnik kanałów. Osobom, które muszą na bieżąco śledzić zawartość niektórych stron polecam wspieranie się oddzielnym programem z powiadamianiem, np. dźwiękowym.
