Samba, jak zawsze, się krzaczy
Pisałem całkiem niedawno, że testparm z Samby to pic na wodę. Niedawno przekonałem się o tym po raz kolejny. Przy okazji wyszło na jaw, że komunikaty błędów też są mocno naciągane.
Mam zrealizować zabezpieczenie antywirusowe dla Samby. Znany powszechnie artykuł na temat integracji Samby i ClamAV za pomocą vscan, szczerze mówiąc, przeraził mnie. W końcu jednak pokonałem lęk i wziąłem się za kompilację. ClamAV i Samba się skompilowały, vscan nie miał zamiaru, mimo sprawdzenia dwóch jego wersji i co najmniej trzech wersji Samby. Na drugiej maszynie kompilacja niby się powiodła, ale wolałem nie ryzykować i odłożyć sprawę na później.
Wtedy jednak napotkałem opis podobnej integracji w dokumentacji Gentoo. Wynika z niego, jakoby Samba 3.x miała wbudowanego vscana. Może tak jest, ale w Gentoo, nie w CentOS… Ja jednak pełen nadziei dodałem
vfs object = vscan-clamav
vscan-clamav: config-file = /etc/samba/vscan-clamav.conf
do smb.conf. Efekt? Komunikat błędu po użyciu testparm? A może Samba w ogóle się nie podniosła? Nic z tych rzeczy. Po prostu przy próbie dostania się do udziału
$ smbclient //localhost/nazwa_udzialu -U uzytkownik
dostałem komunikat błędu, bodajże z takim opisem:
NT_STATUS_BAD_NETWORK_NAME
Brak modułu vscan został mi zraportowany jako błędna nazwa sieci… Oczywiście, straciłem mnóstwo czasu na zmianę polityki SELinuksa i inne eksperymenty. A wystarczyłoby powiedzieć, że po prostu brak modułu…
