„Interstate 60” – uważaj na życzenia
Uwaga! Tekst zawiera spojlery!
„Interstate 60” aka „Episodes of the Road”, u nas oczywiście pod jakimś wypaczonym tytułem „Ale jazda!”, może dlatego, że film uchodzi za komedię, a może dlatego, że ktoś chciał podkreślić jego optymistyczną wymowę. IMHO jest to nie tyle komedia, ile film drogi, a nawet przypowieść (nasuwa mi się tu skojarzenie z „Małym Księciem”), o wymowie optymistycznej, owszem, ale zmuszający do zastanowienia się także nad nieuchronnymi przykrościami życia. Zresztą nieuchronność zdarzeń, czy wręcz fatalizm, często przewija się w „Interstate 60”. Może właśnie dlatego Neal Oliver (James Marsden), na początku swej dorosłej drogi spotyka O. W. Granta (Gary Oldman) – jedyną osobę w Ameryce, która spełnia życzenia.
Neal życzy sobie przede wszystkim tego, by znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania, by dowiedzieć się, jak rozsądnie dokonywać wyborów. To podoba się O. W. Grantowi, który wreszcie ma szansę wykazać się czymś więcej niż poczuciem humoru. A tego mu nie brakuje, o czym przekonuje się Neal, gdy otrzymuje zadanie: przewieźć paczkę do nieistniejącego miasta, po nieistniejącej drodze międzystanowej nr 60. „Przy okazji” ma szansę odnaleźć dziewczynę z billboardu, w której się zakochał. W podróży ma mu pomagać magiczna kula bilardowa, która odpowiada na każde pytanie.
Oczywiście, przydatność kuli okazuje się co najmniej dyskusyjna. Neal chcąc, nie chcąc, uczy się więc dokonywać wyborów od napotkanych ludzi. Człowiek, który kiedyś zażyczył sobie, by móc jeść bez ograniczeń, a obecnie nieustannie cierpi głód z powodu żołądka bez dna, jest przestrogą: „Uważaj czego sobie życzysz, bo może się to spełnić”. Na przykładzie nienasyconej autostopowiczki, szukającej idealnego doznania seksualnego, i ludzi z miasta zalegalizowanych narkotyków przekonuje się, jak łatwo manipulować i bawić się kosztem tych, którzy zaślepieni są chęcią zaspokojenia swoich żądz.
W mieście adwokatów, gdzie zostaje fałszywie oskarżony, uświadamia sobie, jaką wartością jest prawda. Z pomocą przychodzi mu wtedy człowiek, który kiedyś pracował w agencji reklamowej, a obecnie, umierając na raka płuc, walczy z każdym przejawem kłamstwa. Neala spotykają też inne przygody, które w końcu stawiają go przed najtrudniejszym wyborem: pozostać z odnalezioną dziewczyną z billboardu (Amy Smart) czy wywiązać się z umowy i dostarczyć paczkę? Trudna decyzja, ale życie już szykuje kolejne problemy… Cóż, to nieuniknione, to wszystko musiało się wydarzyć…
Film bardzo przyjemnie się ogląda. Trochę humoru, trochę fantazji i sporo mądrych myśli. Nie jest to arcydzieło, ale warto przekonać się, gdzie zaprowadzi Neala międzystanowa nr 60. A raczej gdzie on sam siebie zaprowadzi. Ucząc się stawiać rozsądne wymagania przed życiem, młody bohater, uczy się bowiem także, jak tym życiem kierować. Na tyle, na ile to jest możliwe, rzecz jasna. To była zresztą najważniejsza dla mnie refleksja wynikająca z obejrzenia filmu – w jakim stopniu kierujemy naszym życiem, w jakim robią to inni ludzie i… czy tak naprawdę ktokolwiek z nas może o czymś decydować? Może, ale to wymaga mądrości. Zachęcam zatem do podróży drogą nr 60.
Dla zainteresowanych kilka linków:
