Poniedziałkowe kolokwium

Na ETI jest o tyle fajnie, że żaden absurd już Cię nie zaskakuje tak bardzo, jak innych. Owszem, robisz wielkie oczy, podnosi Ci się ciśnienie krwi, możesz zacząć tupać nogami albo tarzać się po posadzce bijąc pięściami w ziemię, ale tam w środku, w głębi swej małej studenckiej duszyczki, jesteś spokojny niczym źdźbło trawy, kołysanej delikatnie przez wiatr w słoneczne letnie popołudnie. Bo tak naprawdę, w świecie irracjonalizmu, w którym tylko prawa fizyki i matematyki są Ci jako tako wierne, gdzie najpewniejszy fundament nie jest bardziej stały niż sygnał stochastyczny, gdzie wszystko dzieje się inaczej, niż wynikałoby z chłodnego wnioskowania Twojego rozumku, czujesz się jednak jak ryba w wodzie. Oddychasz absurdem jak powietrzem wzbogacanym o dodatkowe procenty tlenu. To on przesyca Twoją krew życiodajną abstrakcją. W końcu zaczynasz postrzegać universum przez pryzmat fizyki kwantowej, prawa wielkich liczb i szaleństwa.

Jak dziś. Przychodzisz na kolokwium. Siadasz w ostatnim rzędzie. Wykładasz notatki z ćwiczeń, kilka skryptów, zeszyt z zadaniami, kserówki i kalkulator. Dokoła szaleją laptopy, na których motywem przewodnim jest program do rachunku symbolicznego. A może raczej konfigurator sieci bezprzewodowej? Nieważne, bo oto rozpoczyna się coś na kształt szaleńczej sztuki teatralnej. Padają bastiony nadziei, padają baterie w laptopach, padają przekleństwa. Tylko śnieg nie pada. Uśmiechasz się do siebie – idzie Ci całkiem nieźle. Wyliczyłeś już treść zadania. Teraz możesz spróbować je rozwiązać. Zerkasz do notatek z ćwiczeń… jest! Ale… już wiesz, dlaczego pozwolono Ci przynieść to wszystko. Omam i ułuda. I tak Ci to wszystko nie pomoże. Poległeś. Wychodzisz i stwierdzasz, że tak naprawdę nie przeczytałeś nawet treści wszystkich zadań. Pozostaje liczyć na przychylność wykładowcy, który obdarza cię połową punktu już za samo złożenie kartki i jej oddanie. Nadzieja w parze z rozpaczą.

Wieczorem siadasz przed białym polem edytora tekstowego i myślisz sobie: „Ile mogę napisać? Jak tym biednym ludziom wytłumaczyć, że to jest jedyna droga, by zostać inżynierem? Że inżynier, jak każdy artysta, musi wpierw postradać rozum, nim będzie w stanie stworzyć dzieło.” Krok po kroku jesteś coraz bliżej…

Komentarzy: 1 do „Poniedziałkowe kolokwium“

  1. NetMan komentuje:

    Postradać rozum – to jest to ;)
    Ciekawe czy sobie potem poradzimy patrząc na mecz piłki nożnej i widząc równania opisujące tor lotu piłki, robiąc obiad – krojąc kalafior i zastanawiać się nad fraktalami (których jest, co prawda niedoskonałym, przykładem). Potem bierzemy pilot od TV, albo nie daj Boże myszkę od komputera i przez obudowę „widzimy” te tranzystorki, oporniki, układy, czasem czwórniki, giętkie połączenia, jednowarstwowe obwody drukowane (zarówno sztywne jak i giętkie). I po co nam to?
    Jak nie będziemy wiedzieli kto z kim gra (bo 3 literowe skróty w rogu ekranu będą nam jedynie przypominały modele i typy układów elektronicznych – O dziwo bez cyferek). Gdy spalimy kalafior….
    No pilot i myszkę obsłużymy – zdolność niemal wrodzona;)

    Takie życie inżyniera – Oni nas nauczą wyżej wspomnianego patrzenia na świat. A aby sobie w życiu jakoś radzić będziemy musieli SAMI dowiedzieć się jak z powrotem wrócić do normalności :)

Dodawanie komentarzy

XHTML: Możesz używać tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="">