Autobus ELFA i lifehacking według ETI
Ostatnio na ETI zawitał autobus-wystawca (jak to oni sami nazywają) ELFA. ELFA to firma zajmująca się dystrybucją podzespołów elektronicznych, sprzętu laboratoryjnego, akcesoriów warsztatowych etc. W ofercie mają ponad 65 000 produktów, działają chyba w całej Europie. W autobusie można się zdołować, na jakie to rzeczy nie będzie nas pewnie stać przez najbliższe 20 lat (może w końcu będziemy bogaci?), a jest na co popatrzeć: multimetry FLUKE, oscyloskopy, stacje lutownicze Wellera, a nawet multitoole i zestawy kluczy.
Trzeba jednak przyznać, że taka wizyta na politechnice, nie jest marketingowo pozbawiona sensu. Po pierwsze PG jest ośrodkiem naukowym, gromadzącym ludzi, żyjących z pracy na takim sprzęcie. Po drugie część z nas to potencjalni klienci ELFA. Im wcześniej zaczniemy kojarzyć tę firmę z sezamem elektroników, tym lepiej dla nich. Przyjeżdżając do nas, budują swój wizerunek – może drogiego, ale solidnego dostawcy. Efekt wzmacnia legendarny katalog ELFA, wydany po raz pierwszy w 1946 roku. Obecnie jest to gruba kniga (ponad 2000 stron) w twardej oprawie, zawierająca obok oferty handlowej, odrobinę materiałów teoretycznych, jak normy, zastosowania podzespołów, opisy parametrów i może być przydatna jako baza danych z podzespołami. Katalog jest, oczywiście, darmowy.
Co ciekawe, katalog jest zapakowany w kartonowe pudełko. Pudełko rozmiaru nieco większego od formatu A4. Co robi student z takim fantem? Bierze taśmę, nożyczki i przygotowuje sobie karton na setki kserówek, których uporządkowanie jest niebagatelnym zadaniem taktycznym. Ciach, ciach i gotowe! Tanio i lifehackersko! Kartonik może też posłużyć jako składowisko „zadań na później” – lepsze to niż rzucanie kartek w kąt.
Ale to jeszcze nic. Prawdziwy pokaz pomysłowości i umiejętności elektronicznych (już po pierwszym roku!) zaprezentowała Pani Całka, naprawiając scyzorykiem mój telewizor. Uszkodzenie polega na wadliwym działaniu włącznika, który odskakuje po wciśnięciu. Trzeba więc go nieustannie trzymać wciśnięty, by odbiornik pracował. Szefowa próbowała wbić scyzoryk między przycisk a obudowę, by go zablokować i… naprawiła TV! Niestety, obecnie wszystko wróciło do normy i włącznik zaskakuje tylko czasem. Trzeba więc wbijać scyzoryk, który się zresztą do niczego innego nie nadaje.
Alternatywnym rozwiązaniem jest użycie tranzystora (stabilizatora, czy czegokolwiek innego) w obudowie TO-220. Ja skorzystałem z MOSFET-a BUZ10. Nóżki tranzystora świetnie wpasowują się w szczelinę, a otwór na śrubę od radiatora pozwala na przywiązanie kawałka sznurka. Po co? Cóż, pilot nie działa, stąd też niemożliwe jest włączenie odbiornika na stałe, a pociągając za sznurek można wyłączyć TV i to nie wstając z łóżka. Jest to równie genialne, jak studencki podgrzewacz wody.





niedziela, 22 października 2006 @ 2:21
No to mnie chłopie rozwaliłeś… TO jest PIĘKNE :P
LOL – po prostu chyba padne zaraz…
Sznureczek jako pilot.. – ahhh.. ;]
w katalogu masz chyba gdzięś jakieś piloty…
Co prawda nie takie jak ten, ale inne też są.