Prawie jak badania społeczne
Aktualnie poszukuję mieszkania/pokoju w Gdańsku. W związku z tym wykonuję pokaźną (zwłaszcza jak na mnie) ilość telefonów i mam (wątpliwą) przyjemność obcowania z ludźmi z szerokiego przekroju społeczeństwa. Generalnie nie jest źle, ale, jak pisałem wczoraj, niektórzy są pioruńsko niekonkretni. Dziś odbyłem taką rozmowę:
vmario: Dzień dobry! Ja w sprawie ogłoszenia o wynajem.
Męski, stanowczy głos: Proszę przyjechać i obejrzeć.
vmario: To ja się zastanowię. Dziękuję. Do widzenia.
telefon vmario: Call end 00:12
To jest przypadek skrajny. Na szczęście, nierzadko trafia się na rzeczowych i uprzejmych ludzi, którzy pytają, co chcę wiedzieć i nie stwarzają problemów, gdy wolę się dopytać o najważniejsze dla mnie kwestie (czyt. możliwość podłączenia się do Netu) niż wieźć tyłek przez pół miasta tylko po to, by stwierdzić, że mi to w ogóle nie pasuje.
Niektórzy są nawet szczególnie mili. Na przykład jedna pani zapytała się, skąd będę jechał i podała mi, jakimi autobusami mogę dotrzeć na miejsce. Jakiś facet z kolei, który nie chciał wynajmować pokoju studentowi (bo miał jakieś przykre doświadczenia), grzecznie mnie przeprosił i powiedział, że jak mam jakąś koleżankę, to może ją do mnie skierować (spryciarz). I co? Można kulturalnie? Można.
Dopisane:
Zajrzyjcie do Shrew, które pisze o grzeczności wobec klienta i czerpanych z tego korzyściach.
