Moje delicje
Łażąc po Sieci znajduję całkiem sporo stron, o których wiem, że będę do nich wracał. Czasem są to ciekawe artykuły, które mogą okazać się przydatne za x czasu, czasem serwisy z masą ciekawych informacji lub plików do ściągnięcia. Zdarzają się też po prostu zabawne rzeczy, które chce się pokazać znajomym, jak się człowiek nudzi. Oczywiście, problem częściowo rozwiązuje katalog „Ulubione”, „Zakładki” czy coś w ten deseń. Możemy dodać opisy, słowa kluczowe, poukładać to wszystko w kategoriach i w miarę wygodnie przeszukiwać.
Zdarzają się jednak sytuacje tego typu: chcę komuś coś doinstalować na kompie, odwiedzić ważny dla mnie serwis w e-kafejce czy podzielić się z szerszym gronem osób linkami związanymi z jakąś tematyką. I co? I bryndza, bo wszystko jest, ale u mnie na dysku. No i jeszcze jedna kwestia – skoro to wszystko kolekcjonuję u siebie, to mi się po prostu nie chce dbać o opisy i jako-taki porządek. Panaceum na te bolączki są serwisy, pozwalające na gromadzenie linków online. Najbardziej znane są tzw. Delicje. Jest to serwis anglojęzyczny, ale nie ma żadnych kłopotów z dodawaniem tam polskich wpisów. Rodzimym odpowiednikiem jest np. Linkologia. Zdecydowałem się jednak na używanie Delicji, bo jest to serwis na tyle znany, że nawet KDE pozwala dodać na pulpicie pasek boczny z własnymi delicjami. Często też można się spotkać na blogach z linkiem dodającym dany wpis do Delicji.
Do wad serwisu należy szata graficzna z nieczytelnymi kolorami i plany jego skomercjalizowania. Sądzę jednak, że w razie kłopotów będę mógł się przerzucić na coś innego i zaimportować swoje smakołyki.
Jeżeli chodzi o możliwości, to mamy tutaj tagi, które możemy łączyć w grupy zwane „bundles”, czyli „wiązki”, które tworzą coś w rodzaju namiastki taksonomicznych kategorii a raczej „metatagów”. Ponadto z naszymi linkami powiązane są takie same odnośniki, dodane już przez innych użytkowników. Bardzo wygodne jest też dodawanie delicji z poziomu przeglądarki, za pomocą dedykowanej wtyczki. Miłym dodatkiem jest intuicyjne powiązanie tagów z adresem strony z linkami, np. http://del.icio.us/vmario/Linux przenosi do mojego zbioru ze stronami nt. Linuksa. Jest też parę innych ficzerów, z których jeszcze nie korzystałem.
Podsumowując – pomysł na zabawę z linkowymi delicjami spodobał mi się i polecam to wszystkim aktywnym Internautom.
Dodane po chwili namysłu:
No i można importować linki z przeglądarki, a także eksportować je do pliku.

wtorek, 19 września 2006 @ 21:34
tak ni z gruszki ni z pietruszki: weszłam dziś na forum naszego szacownego wydziału i cóż zobaczyłam: posta vmario dotyczący zaginionego indeksu Szymona W. Ale nie o to chodzi, sęk w tym, jak vmario się przestawił: “MegaMatrioszoPretendent” ehhhh… stare dobre czasy pierwszego semestru…. (bez poprawek)
wtorek, 19 września 2006 @ 21:47
Ech… to były piękne czasy młodości i nieświadomości. Ale skończył się Dzień Dziecka, a zaczęło studiowanie. Nie wątpię jednak, że znów wymyślimy coś na miarę matrioszy. My jesteśmy po prostu genialni i w tym nasza nadzieja.