Zakupy
Za oknem burza, więc wyłączyłem kompa, zwłaszcza że przed chwilą miałem sekundowy zanik napięcia (albo PC mi nawala, co nie jest wykluczone). Piszę w Zile (klon Emacsa) na Psionie. Dziwne, że wcześniej tego nie próbowałem – to mój pierwszy dłuższy tekst wymęczony na tej malutkiej klawiaturce.
Oj, nie jest lekko, układ niestandardowy, poza literkami, oczywiście, palce ledwo się mieszczą, a klawisze nie chodzą tak pięknie jak w moim Logitech UltraX Media. W ogóle jestem, jak NetMan, bardzo wybredny w kwestii tego urządzenia wejściowego. Dzisiaj widzieliśmy całkiem ładną klawiaturkę, ale miała wydłużony Delete, tak że zajmował on miejsce swoje i Inserta. Z takich klawiatur korzystaliśmy na laborkach ze Szmatlaba. Mnie to strasznie wkurzało. A przecież Inserta używam raz na pół roku.
Cóż, geek ma prawo do dziwactw. Bo chyba obaj jesteśmy geekami. Jeden świruje na punkcie GNU/Linuxa, a drugi – Opery. Dodajcie teraz do tego obciążenie psychiczne spowodowane sesją, a otrzymacie obraz człowieka absolutnie nieprzewidywalnego. Niedługo zacznę się sam siebie bać. Dziś kupiłem trzy książki, choć w ogóle tego nie planowałem, obserwuję też inne, drobne anomalie, ale obawiam się, że z dnia na dzień będzie coraz gorzej. To się w końcu odbije na moim zdrowiu, i to nie tylko psychicznym.
Wracając do książek, wzbogaciłem informatyczną część mojej biblioteki o poniższe pozycje:
-
„UNIX. Administracja systemu“, ÆlenFrisch
Trochę podobne do bestsellera „Linux. Leksykon kieszonkowy“, z tym że bardziej zaawansowane. Mam nadzieję, że okaże się przynajmniej w połowie tak przydatne.
-
„UNIX. Podręcznik użytkownika“, Arnold Robbins
Też trochę jak wspomniany Leksykon, ale bynajmniej nie kieszonkowy. Ponad 500 stron, a na nich mnóstwo tabelek: składnia Bourne’a, zmienne powłoki; metaznaki grepa, awka, seda etc.; obsługa Emacsa i vi (właśnie do tego zerkam), formatowanie w troffie, systemy kontroli wersji… Jeżeli developerzy systemów uniksopdobnych nie szykują jakiejś rewolucji, to przez lata będę mógł cieszyć się tą kopalnią wiedzy.
-
„UNIX. Sztuka programowania“, Eric S. Raymond
Na tę książkę poluję od dawna. Nie tylko ze względu na jej ewentualną przydatność dla kodera, ale także dla takich tematów, jak podstawy filozofii uniksowej czy geneza Uniksa, Linuksa i OpenSource. To będzie lektura na deszczowe wakacyjne dni (w przerwie między jednym a drugim zadaniem z drutów – wrzesień czeka!).
Z zakupów jestem więc zadowolony i liczę na to, że dobrze zainwestowałem pieniądze. Zresztą sam fakt nabycia kilku książek nastroił mnie bardzo pozytywnie!
