Lednica 2006 i WWJD

Czuję nieodpartą potrzebę blogowania. Czuję, że nienapisanie notki wiązałoby się z pogorszeniem samopoczucia, dyskomfortem, samotnością, lękiem, wrażeniem pustki… Uzależnienie? Nie, po prostu sesja się zbliża. ;) Teraz mogę wszystko: sprzątać, kodować, malować, pisać, fotografować, ćwiczyć itd. Oczywiście, ostatnią rzeczą, na jaką potrafię się zdobyć jest nauka. Trudno. Przynajmniej napiszę parę słów na zaległe tematy.

W sumie o Lednicy miałem napisać od dawna, wszak minęły już dwa tygodnie. Tegoroczna Lednica była moją drugą. Na początku cisnęło mi się na usta stwierdzenie: „Było fajniej. Jakoś weselej“. I rzeczywiście – pogoda była przyjaźniejsza (prognoza z ICM, sprawdziła się bez większych zastrzeżeń), podróż krótsza; poznałem kilka osób, wyskakałem się maksymalnie, ale lednickie spotkania to coś więcej niż okazja do zabawy, dlatego nie uważam, że tego roku było lepiej, raczej przyjemniej. Nie da się zresztą zawyrokować, że te czy ubiegłe spotkanie więcej zmieniło w moim życiu, a to jest właśnie jakiś wyznacznik, jakaś miara tego, co daje mi Lednica. Dlatego przede wszystkim chcę tam jeździć – żeby krok po kroku zmieniać życie.

Nasza kultura propaguje często bardzo płytkie i krótkowzroczne podejście do życia. Cnoty takie jak wiara, wytrwałość, umiarkowanie, czystość, miłosierdzie wywołują na twarzach dzisiejszych ludzi pobłażliwy uśmiech, bo to jest zbyt trudne, bo jest nieprzyjemne, bo jest nieżyciowe (?). Oczywiście nie w tym rzecz, by namawiać młodych ludzi do studiowania chrześcijańskiej virtus (łac. cnota, ale także męstwo i moc), ale by pokazać im, że oni już ją znają, i że nie musi ona pociągać za sobą nudy czy sztywniactwa. Lednica pokazuje, że wszystko ma swoje miejsce i swoją kolej. Nie neguje prawa do wolności, do czerpania ze świata pełnymi garściami, ale zaznacza, kto jest najważniejszy i komu powinniśmy podporządkować nasze życie. Najpierw więc Bóg, dopiero później wszystko inne, wszystko, na co masz ochotę i na co ochoty nie masz. Wszystko, co chcesz, co musisz i czego Ci nie wolno. I wybierasz, a raczej uczysz się wybierać. Pytasz się „What would Jesus do?“ (w USA swego czasu powstała moda na noszenie opasek i bransoletek z napisem WWJD, podobnych do bransoletek fundacji „Livestrong“ Lance’a Armstronga).

Niektóre odpowiedzi przychodzą natychmiast, inne z czasem. Oczywiście zdarzają się pytania, na które w ogóle nie sposób odpowiedzieć. Ale trzeba szukać.

Aha, i mała uwaga natury praktycznej. Jak chcecie na Lednicy przechodzić przez rybę, przygotujcie się na odstanie ładnych paru chwil w maksymalnym tłumie. Jeżeli płuca i żebra wam wytrzymają, jesteście mocarze!

Komentarzy: 1 do „Lednica 2006 i WWJD“

  1. Pani Całka komentuje:

    Napisałabym komentarz, ale po co? Wiara wbrew pozorom ułatwia życie – masz zasady, których się trzymasz, a co za tym idzie: mniej rozterek natury moralnej, poczucie bezpieczeńtwa, więcej siły na stawianie czoła życiu, świadomość tego, że Ktoś cię kocha…

Dodawanie komentarzy

XHTML: Możesz używać tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="">