Bunkry

Jakiś czas temu miała miejsce ściśle zakonspirowana akcja o kryptonimie „Bunkry“. Jej celem nie była, wyjątkowo, defraudacja rządowych pieniędzy ani zdobycie poparcia wysoko postawionych dycydentów, ale zbadanie obyczajów godowych biedronek (oficjalnie), względnie eksploracja gdańskich powojennych bunkrów (w rzeczywistości). W akcji udział wzięli Szefowa, NetMan, Misiek i ja.

Wnętrze jednego z bunkrów

Na temat samych bunkrów w ujęciu historycznym, trudno mi się wypowiadać. To raczej działka naszego przewodnika i dowódcy całej akcji – Krzyśka, pseudonim Misiek, o którym już wspominałem przy okazji mojej samotnej wyprawy na bastiony. Wypada jednak, abym coś niecoś napisał o historii tych zabudowań. Hmmm… Otóż zwiedzane przez nas bunkry leżą na terenie rozciągającym się od dzielnicy Stogi po Port Północny. Są to budowle z czasów II wojny światowej, choć zdaje się, że jest też coś niecoś z innych okresów. Jeżeli mnie pamięć nie myli, są wśród nich zarówno schrony niemieckie, jak i polskie. Piszę „schrony“ i „bunkry“, ale, gwoli ścisłości, należałoby mówić także o koszarach i innych zabudowaniach taktycznych. Jednak, dla takiego laika ja, odróżnienie jednego od drugiego, jest raczej trudne. Pominę więc szczegóły historyczne, zwłaszcza, że są plany przygotowania strony poświęconej tym obiektom, skupię się zaś na przebiegu samej akcji.

Na miejsce dotarliśmy pojazdem opancerzonym typu Konstal 105Na, który doskonale zakamuflowany w warunkach aglomeracji gdańskiej jest mylnie identyfikowany przez cywilów jako tramwaj. Desant zakończony został sukcesem, mimo iż konstal bezczelnie zjechał do zajezdni, zamiast wyrzucić nas na plaży. Na szczęście udało nam się przemknąć niepostrzeżenie, poruszając się, dla zmyłki, drogą dla rowerów.

W lesie dość szybko natknęliśmy się na pierwszy bunkier. Nie był on jednak w planach zwiedzania, z niecierpliwością czekaliśmy więc na odnalezienie większych obiektów, które można by poddać eksploracji. I tu czekała nas sromotna klęska. Wróg, konkretnie Port Gdański, o ile się nie mylę, ogrodził sporą część interesującego nas terenu. Solidna siatka, drut kolczasty i podziemne umocnienia nie dawały szans na przedarcie się na drugą stronę.

Na szczęście i tak mogliśmy dotrzeć do kilku bardzo ciekawych miejsc. Jedno z dziwniejszych zabudowań zdawało się skrywać za ścianą jakiś schron czy koszary. Po oględzinach stwierdzono, że coś tam musi być, ale bez sprzętu w postaci echosondy lub wiertarki i wziernika, nie sposób dokładnie określić, co znajduje się za grubym murem.

Dalsza wędrówka przyniosła przykrą niespodziankę. Okazało się, że wspomniane ogrodzenie wyznacza teren budowy, na której koparki bezlitośnie burzą pozostałości bunkrów. Na szczęście miałem ze sobą aparat, nie sposób bowiem przewidzieć, jak długo jeszcze zachowają się te zabudowania, które udało nam się koniec końców zwiedzić.

Do najlepiej zachowanych należał bunkier, w którym ostały się jeszcze łazienkowe kafelki. Misiek opowiadał, że kiedyś znaleźć tam można było np. filtry w komorze filtrów, te jednak zostały rozkradzione. Tak jest z zabytkami, o które nikt się nie troszczy. Niszczeją i giną. A przecież można zadbać przynajmniej o ten jeden. Może udostępnić zwiedzającym? Rozumiem, że względy bezpieczeństwa mogą nie pozwalać na wpuszczanie ludzi do tego typu zabudowań, ale można by to wszystko przynajmniej zbadać i jakoś udokumentować. Zdaje się jednak, że nikt nie jest tym zainteresowany, oprócz kwiecia polskiej młodzieży w naszych osobach.

Tak przy okazji warto napomknąć, że nasze zapędy poznawcze starało się pohamować dwóch panów ze Służby Ochrony Portu Gdańskiego, co z kolei starała się im wyperswadować Pani Całka i Misiek, którzy w przypływie weny twórczej odmalowali obraz studentów poszukujących materiałów do magisterki. Niemniej, gdyby czytali to przełożeni tych panów, pragnę poinformować, iż zostaliśmy ostrzeżeni, że znajdujemy się na terenie portu, gdzie nasza obecność nie była przychylnie postrzegana przez wysoko postawionych dycydentów. Myślę jednak, że historia nam wybaczy. Wszak to wszystko z miłości do niej.

Podsumowanie? Akcja „Bunkry“ – lekcja historii, trochę zabawy, zaspokojenie ciekawości i odkrycie kolejnych zagadek, dokumentacja zabytków, które mogą lada dzień trafić pod łyżkę koparki. Myślę, że to był świetny pomysł. I doskonały przykład na to, że życie daje nam tak wiele możliwości, że naprawdę nie warto tracić czasu na coś, co nas degeneruje. Zawsze znajdzie się coś nowego, nieznanego, co może będzie wymagać odrobiny fantazji, ale obok satysfakcji z przełamania konwencji przyniesie pożytek. Czasem tylko dla nas, czasem także dla innych. Większość ludzi ma w genach chęć poznania. Tyle tylko, że nie niektórzy nie rozumieją, co warto poznawać. Zdaje się, że mamy z tym problemy od samego początku…

Komentarzy: 4 do „Bunkry“

  1. NetMan komentuje:

    Podziwiam podziwiam…
    cały czas Podziwam Ciebie Mariusz za twoje umiejętności pisania… – To jest ZAJEBISTE :D Ty weź zacznij jakieś felietony pisać.. – bo to co piszesz piszesz w ten sposób, że nawet kogoś kto by obok banknotu 100zł przeszedł obojętnie to Twój tekst z zapartym tchem czyta.
    GRATULUJĘ

    odnośnie wpisu wszystko sie zgadza (poza Tym, ze bunkry rozwalone ktore udokumentowales, i gdzi ebyly koparki, stały poza terenem ogrodzonym :> Tam gdzie granitowy cokół (chyba tak sie to nazywa) pod jakieś działa odkryliśmy :D) :)
    / Ale ogólnie zgodność z prawdą CONFIRMED (POTWIERDZONA)

    Mam wrażenie, że w jednym miejscu pod koniec:
    “Myślę, że to był świetny pomysł. I doskonały przykład na to, że życie daje nam tak wiele możliwości, że naprawdę nie warto tracić czasu na coś, co nas degeneruje ”
    chyba wywaliłeś zdnaie o tym co nas degeneruje? Nie wiem dlaczego ale odrazu sobei w domyśle dodałem Internet, komp, tv :)…

  2. vmario komentuje:

    Nie, takiego zdania nie wywalałem. Po prostu nie wymieniłem, bo każdy może to sam zrobić, narkotyków, koksu, BASE jumpingu, przygodnego seksu, wsadzania żarówki do ust (no dobra, może to urban legend; stawiam jednak wino przeciwko piwu, że jeżeli tej żarówki rzeczywiście nie da się wyjąć, lekarz nie poszerza uśmiechu skalpelem, tylko podaje środki zwiotczające mięśnie), przebiegania przed nadjeżdżającym pociągiem, oglądania zaćmienia Słońca gołym okiem itd.

    Pomyślałeś o Necie, kompie, TV? Bardzo słusznie. Do tej listy można jeszcze dopisać alkohol, bieganie, imprezy i mnóstwo innych. Są to rzeczy, które degenerują, ale wtedy, gdy są podawane w nadmiarze.

    BTW, dzięki za słowa uznania. Jak ktoś ma namiary na magazyn, który byłby skłonny drukować moje teksty, proszę o info. Mogę też pisać o Linuksie, elektronice, fizyce, wymyślać teorie spiskowe i pseudonaukowe, nawet jakieś opowiadanie mogę machnąć. Ba! Mogę pisać o czymkolwiek, za rozsądną kwotę od strony ;-)

  3. Pani Całka komentuje:

    :P cóż za interesowność :P Miśka na pewno ucieszy ten post :) szkoda tylko że tak późno dodany, ale wiemy czemu… minisesja, grrrr….. to wszystko usprawiedliwia !!!

  4. misiek komentuje:

    A bardzo cieszy mnie ten wpis.Zapraszam na zwiedzanie bateri w Gdyni.(bateria kilka dzał)

Dodawanie komentarzy

XHTML: Możesz używać tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <pre lang="" line="" escaped="">