Spacerem po Internecie
Za oknem pada. Pada i pada, więc pewien rejs pewną łodzią z pewną grupą (niekoniecznie trzymającą władzę, ale też dość przebojową) ludzi stanął pod wielkim znakiem zapytania. Dzisiaj pół dnia spędziłem z LATEX-em i gnuplotem, pracując nad sprawozdaniem z laborek. Piękna sprawa – tworzyć linijka za linijką przejrzysty i estetyczny dokument, zmuszając do współpracy kilka narzędzi. Mmmm… te linuksowe rozdrobnienie – zamiast jednej aplikacji dziesięć programów… Czy to wielkie utrudnienie? Nie zawsze. Ja się do tego przyzwyczaiłem, a ułatwił mi to fakt, że te programiki potrafią świetnie ze sobą współpracować. To jakaś projekcja społeczności Open Source na software – każdy robi to, na czym się zna najlepiej, ale ma świadomość, że jeżeli nie będzie myślał o współpracy z innymi, to nikt go nie zauważy.
Niemniej generowanie przez pół dnia plików DVI, jakiej by satysfakcji nie dawało, nie jest antidotum na tęsknotę za zdobywaniem oceanów. Po pewnym czasie człowiek zaczyna się łapać na tym, że chce pisać „texniczny“ zamiast „techniczny“, a CSS wydaje mu się językiem nadającym się tylko do opisu choinki, bo po co komu kolory w dokumencie… W ogóle świat zaczyna wyglądać jak wydruk z czarno-białej laserówki, a to znak, że trzeba zrobić przerwę. Tylko że na zegarze już dwudziesta pierwsza. I tak zostaje tylko jedno na pocieszenie. Poblogować.
Zacznijmy od tego, jak Amerykanie wyobrażają sobie świat wokół nich. Bolesna prawda. Tylko my, Polacy, znamy prawdziwe oblicze mapy geopolitycznej Ziemi. Z lewej Niemiec, z prawej Ruskie, u góry Szwed, a u dołu bacówki. I czego chcieć więcej? Jak dadzą konia z unry, to dobrze, a jak nie, to po czorta ten Kolumb Amerykę odkrywał? Mówię to jako autorytet, wszak mam na świadectwie piątkę z historii i geografii. Wolałbym tylko, by nikt ode mnie tej szkolnej wiedzy nie egzekwował. Ze względu na szacunek do moich nauczycieli.
W FF znaleziono kolejną dziurę. Działa! Sam sprawdziłem. I bardzo dobrze. Każdy powinien mieć od czasu do czasu lepszy dzień. Nawet użytkownicy IE. O użytkownikach Opery nie wspominam, bo do nich świat uśmiecha się codziennie. Inne przeglądarki to margines, tak jak ja jestem marginesem, bo nie mam Windowsa, bawią mnie dowcipy w stylu „cmd.exe. Prawie jak bash“, zapominam zabrać zakupy po odejściu od kasy i nie boję się ptasiej grypy.
Hy hy hy, ale niektórzy mają większe problemy, na przykład zastanawiają się, czy szklanka może być jednocześnie w połowie pusta i w połowie pełna. O dziwo, może. To cieszy.
Skoro już znalazłem się we frywolnym nastroju, to rzucę jakiegoś dżołka:
Chłopak wrócił z rekolekcji oazowych.
– Mamo, od dzisiaj żyjemy według Ewangelii – oznajmił od progu.
Matka pomyślała, pokiwała głową i nazajutrz skoro świt wkroczyła do pokoju młodziana.
– Synu, mówię ci, wstań! – zagrzmiała mu nad uchem.
Syn otworzył jedno oko i wymamrotał – Niewiasto, nie nadeszła jeszcze moja godzina.
Możecie sobie poczytać więcej. Sporo tego jest, a ogromna większość była dla mnie nowa. To rzadkość, bo na ogół co drugi dowcip znam. Tylko jak jest okazja opowiedzieć jakiś, to pamiętam góra jeden. Kolejny paradoks?
Niom, jak mawiają blogaski. À propos – widziałem dziś bloga, na którym emotikon było prawie tyle, ile liter. Ale to normalne, gdy ma się trzynaście lat. Co innego, gdy się tych lat ma grubo ponad czterdzieści, a nie umie się zadbać o swój wizerunek w Sieci, jak na przykład premier mojego kraju. Przeboleję brzydką szatę graficzną i fakt, że strona ma tytuł „index.jpg“ (sic!). Trudno jednak nie załamać się, widząc, że oświadczenie majątkowe jest ukryte pod linkiem „strona 3“. Chyba maila napiszę do pana premiera. Serio. Czemu by nie? Jako samozwańczy webdesigner i wzorowy obywatel, powinienem dbać o dostęp do tego typu informacji. Wcześniej jednak trochę pogoogluję… O, w mordę! Widzieliście Andrzeja Leppera on-line? Jakby zmienić główną czcionkę na bezszeryfową, zrezygnować z przewijania „Aktualności“ i wyrzucić blok z wyszukiwarką Google (gdzie zresztą nie działa na moim FF przycisk „OK“) byłoby naprawdę miło, ale i bez tego jest ładnie. No i oświadczenia majątkowe nie są ukryte. Pozytyw.
Na dobranoc zdjęcie, które może rozbawi, a może skłoni do rozmyślań albo czegoś więcej (patrz opis). Mnie na przykład uspokaja.
