Wyprawa na bastiony
Mniam, pogoda dziś dopisuje. W sam raz na spacer…
Po dodatkowych porannych zajęciach z cyfry urwaliśmy się z Panią Całką i NetManem z PG celem rozpoczęcia prac nad generatorem wysokiego napięcia (Genpa, rośnie Ci konkurencja!). Cewka samochodowa BE200B czeka z niecierpliwością, dziś jednak powstał, a raczej został sklecony, tylko generator przebiegu sterującego. Teraz trzeba przygotować radiator do IRF840, coby się nam MOSFET nie sfajczył i będzie można zacząć kombinować na serio. Mmmm… muszę przyznać, że czekam z coraz większą niecierpliwością na efekt naszych poczynań. Mam nadzieję, że strat w ludziach nie będzie, choć i podzespołów byłoby szkoda… ;)
Piorunki piorunkami, trochę się polutowało, a raczej ja polutowałem (trzeba będzie studentom dać mojego Voltcrafta do ręki, niech się uczą, i tak sprzęt pół roku stał prawie nieużywany), i zaraz się rozeszliśmy. NetMan coś przebąkiwał, że Starożytny, że Kapitan, ale nie wiem, czy się na te ich wykłady w końcu wybrał, za to ja w końcu się wybrałem na bastiony.
Gdańskie fortyfikacje nad Odpływem Motławy, na granicy Dolnego Miasta i Olszynki (vmario wczuwa się w przewodnika) powstały w XVII wieku. Składają się one z bastionów, czyli sztucznych masywów ziemnych, połączonych kurtynami, czyli odcinkami wałów ziemnych. Całość zabezpieczała podwójna fosa, której zewnętrzna część została osuszona, a wewnętrzna to właśnie Odpływ Motławy.
Z zachodniego ciągu fortyfikacji ostał się Bastion św. Gertrudy, zaś na południowy i zachodni składają się: Żubr, Wilk, Wyskok, Miś i Królik. Na ich barkach (szczytach) znajdowały się punkty artyleryjskie i obserwacyjne, a w kazamatach – między innymi składy amunicji i prochu. Poza tym warto zwrócić uwagę na śluzę między bastionami Żubr i Wilk oraz sąsiadujące z nią lunety – wysepki, noszące tu miano Świńskich Głów – i okrągłe wieżyczki na grodziach. Wszystko to wygląda ciekawie i intryguje na tyle, że człowiek po powrocie do domu siada do Googli i Wikipedii, żeby dowiedzieć się czegoś o tych tajemniczych budowlach. Nie kryję zresztą, że na moje historyczne ciągoty niemały wpływ wywarł także niejaki Misiek (jednak nie NetMan), czyli Wołoszański w wydaniu znajomego Sylwii. Wiedza historyczna tego człowieka wydaje się wręcz nieprzyzwoita :D Cóż, czas poszerzyć swoje horyzonty!
Wracając do spaceru, Bastion Żubr zdecydowanie podobał mi się najbardziej, jest najwyższy i od razu rzuca się w oczy. Stanowi niezły punkt widokowy. Żałuję, że nie zabrałem lornetki. Co prawda pod względem przyrodniczym okolica nie umywa się do Kanału Augustowskiego, ale przyjemnie jest popatrzeć na stare miasto i fortyfikacje. W ogóle polecam bastiony jako niezłą okazję na zaczerpnięcie świeżego powietrza. Ponoć tylko wieczorem okolica staje się trochę, ekhm, nieciekawa… Nie ma co się jednak dziwić – położona jest na uboczu, co zresztą daje szansę na znalezienie odrobiny względnego spokoju.
Spokój ten może jednak zostać zakłócony w bardzo nietypowy i całkiem miły sposób. Ja na przykład przyuważyłem dwie staruszki. Jedna z nich, wyraźnie mająca kawał życia za sobą, w papuciach na nogach, opierając się o drugą, szła i podśpiewywała z uśmiechem coś mniej więcej takiego:
… o tobie snuję moje marzenia…
… ty i tylko ty…
Melodia wydała mi się odrobinę znajoma, jednak na Googlach udało mi się tylko znaleźć czterowiersz:
Z dala o Tobie snuję marzenia,
Z dala do Ciebie ślę pozdrowienia.
Gdzie tylko jestem i cokolwiek robię,
Zawsze, Kochany, myślę o Tobie.
Nie wiem, czy o to chodziło. Niemniej babcia była gites i respekt dla niej! :-)
Poza tym przyuważyłem pewien nieznany mi egzemplarz ptactwa wodnego. Pani Całka zasugerowała mi, cobym zwrócił uwagę na te stworzenia i conieco fotek pstryknął. Pstryknąłem więc i publikuję tutaj, może ktoś mi wyjaśni, co to takiego. Widziałem też maksymalnie, perfidnie i do granic możliwości spasione dwie sztuki krukowatych. Jak na moje oko były to kawki, choć bym się o to nie zakładał, bo były wielkie jak krogulce.
Niom, teraz czas odpocząć i brać się za odrabianie pracy domowej z anglika. A co mamy napisać? Recenzję z „Winnie The Pooh“. Tak, ostatnio na zajęciach oglądaliśmy „Kubusia Puchatka“. Oj, tośmy se pobrykali.


wtorek, 11 kwietnia 2006 @ 23:17
http://www.fot.com.pl/displayimage.php?album=27&pos=33
Z podpisu pod zdjeciem wnioskuje że to Kurka wodna, ale jak szukałem w niecie Kurki wodnej to coś mi niepasowało – były inne zdjecia. Ale to pewnie będzie coś z tej rodziny/gatunku (nie pamiętam co bliższe prawdzie). Może jutro będe wiedział jak dostane odpowiedź z Olsztynka (Na pytanie: co to?) :)
czwartek, 13 kwietnia 2006 @ 22:54
Dostałem właśnie odpowiedź z Olsztrynka… Mój tatuś mówi że To jest ŁYSKA (Fulica atra) :) wic nie żadne kurka wodna (tak jak w grze :>) – ludzie głupoty piszą :D
wtorek, 18 kwietnia 2006 @ 21:53
W rzeczy samej. Przeglądałem atlas ptaków i jednym z moich głównych faworytów była właśnie łyska, tylko na zdjęciu w książce jakaś zmaltretowana się wydawała, nie to co moja – tożto wzorowy egzemplarz! Wszystkie normy unijne spełnia!
A wczoraj też widziałem łyski – w Augustowie.
środa, 19 kwietnia 2006 @ 8:36
moim zdaniem w sprawie kurki wodnej nalezalo zasiegnac opinii babuszki owej, bo jesli ona tak dobra ma pamiec, ze nawet piosnki mlodosci sobie na bastionach nuci, to taka kurka lyska to dla niech oczywistosc :)