Ciężki piątek
Wczorajszy piątek był naprawdę trudny. Wszystko zaczęło się od budzika, który zadzwonił na czas, co niestety niewiele mi dało. Jakiś czas temu odwykłem od używania przycisku „Snooze“ na rzecz „Alarm off“, zapewne dlatego, iż nauczyłem się trafiać przez sen w ten drugi, co początkowo było bardzo trudne. Skutkiem tego było czterdziestopięciominutowe snooze, za które zapłaciłem zubożonym śniadaniem w postaci jednego jogurtu i biegiem na przystanek tramwajowy. Na bimbały zdążyłem, ale to był dopiero początek zajęć, trwających dziesięć godzin :/
Na wykładzie ze szmat niezawodny dr Wroczyński tłumaczył nam zawiłości ułożenia bambulców (czyli atomów) w siatce krystalicznej oraz uświadamiał, że student, który chce zostać inżynierem powinien kurtkę zostawiać w szatni. Później był jednak coraz ciężej. Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia…
W ogóle stwierdziłem, że zdziadziałem, co, nie wiedzieć czemu, rozbawiło Panią Całkę, i nie mam na nic siły. Przeziębienie, którego nabawiłem się wychodząc kilka razy bez opatulenia się szalikiem tudzież doznając hipotermii na naszym uczelnianym basenie (żarty żartami, ale kliknijcie w link i przeczytajcie zasady udzielania pierwszej pomocy – zima się jeszcze nie skończyła!), spotęgowało efekt zmulenia.
Niemniej, mimo apatii graniczącej ze zgonem, dałem się namówić Szefowej na Drogę Krzyżową w katakumbach kościoła na Jasieniu. Klimat był niezwykły. Krąg wokół dwóch krzyży, leżących na posadzce, świece, muzyka, głos czytający rozważania… To mnie uspokoiło i pozwoliło skierować myśli na inne tory, zastanowić się nad tym, co działo się dwa tysiące lat temu i co dzieje się do dziś; to znaczy nad Miłością, która nas uratowała i wciąż ratuje. Tak szybko i łatwo się o Niej zapomina…
Do domu wróciłem kolosalnie zmęczony, ale dumny, że przeżyłem cały ten dzień. Heh, a dziś znów tyle do zrobienia!

sobota, 11 marca 2006 @ 15:13
kolejna kategoria powstała… :D Wiedze że wstałeś przed 10… ja sobie pozwoliłem w łóżku poleżeć do 12:40… co prawda mam już cała sobote zmarnowaną…. ale nie poddaje sie i zaraz biore sei za robotę – czyt. nauke :) p.s. na jabberze masz wiadomosci….
niedziela, 12 marca 2006 @ 18:59
zęby byś umył:P
niedziela, 12 marca 2006 @ 20:05
Ale ja czy NetMan? Bo ja staram się o tym pamiętać :D
wtorek, 14 marca 2006 @ 11:58
Jak to miło usłyszeć, że smakują komuś moje ciasta (i ryba po grecku),no i że zaciągnięcie Cię w ten okrrrropny piątek na Drogę Krzyżowa nie było tak wielką zbrodnią,jak na poczatku myślałam :)